wtorek, 25 marca 2008

Krok za krokiem, krok za kroczkiem....

Ostatnio bez przerwy ćwiczę chodzenie. Dziś mamie pokazałem jak umiem samodzielnie przejść kilka kroków. Na razie rodzice uwiecznili jak chodzę podtrzymywany szelkami przez tatę (a bez szelek wygląda to prawie tak samo, tylko dystanse są krótsze).

Franko muzykant!

Z babcią Ewą często grywamy na cymbałkach, to dopiero jest zabawa!

Z tatą na placu zabaw

Co tu dużo gadać - z tatą jest fajnie i tyle!

czwartek, 20 marca 2008

Idzie wiosna!

... ale jakby co to jeszcze dziś jest zima! Najlepszy tego dowód mieliśmy na spacerze, na który zabrał mnie dziadek Janusz. Poszliśmy do lasu na Karwinach, ale było ładnie... Po spacerze odkryłem nową umiejętność: wchodzenie do mebli! - brzmi dziwnie? no coż, dla małego odkrywcy nie ma rzeczy niemożliwych!

Moje podboje zacząłem od pufa...

... a udoskonaliłem w szufladzie pomagając babci w pakowaniu na świąteczny wyjazd.


Muszę się jeszcze pochwalić największym osiągnięciem ostatnich dni: udało mi się zrobić samodzielnie kilka kroków!!!!

Niestety sukces ten narazie widziała tylko babcia Gosia, ale mam nadzieję, że niedługo uda się te historyczne chwile jakoś uwiecznić.

piątek, 14 marca 2008

Warto bywać na bulwarze...


... bo czasem można spotkać znajomych! Tym razem spotkaliśmy bardzo mobilną rodzinkę mojego kumpla Franka.


A oto nasza paczka w prawie pelnym składzie (mama robi zdjcie).


No dobra, przyznaję, że początek wspólnego spaceru troszkę przespałm, ale jak dotarliśmy na plac zabaw to się natychmiast obudziłem... w końcu żal by było przegapić huśtanie z mamą na takim cudeńku!

A po spacerze odwiedziłem prababcię, oto my:

Plac zabaw - level 2

W niedziele poszedłem z rodzicami na plac zabaw w centrum Gdyni, na plaży... to dopiero jest raj!!! (Zdjęcie z tatą dołączę niedługo bo nie mam go na tym komputerze:-))

piątek, 7 marca 2008

Już nie jestem dzidziusiem...

... a na potwierdzenie tej tezy zabrałem mamę i babcię Gosię "na dwór" tak jak to robią dzieci, a nie na typowo dzidziusiowy spacer, jak do tej pory.

Najpierw z mamą bujałem sie na huśtawce, rany, ale było super! Nie miałem pojęcia, że to taki genialny wynalazek!!!
Później była zjeżdżalnia...


A na koniec znów huśtawka, tym razem pokazałem, że sam też umiem...



... a potem, na dowidzenia, pohuśtałem się z babcią. Jednak nie jestem taki odważny jak mi się wydawało, bo z babcią czułem się dużo lepiej niż sam.

Był sobie Franek...

... i wcale nie chodzi o mnie! Na basenie poznalem fajnego gościa, a tak sie składa, że też ma na imię Franek. Franek z rodzicami odwiedzili nas w ubiegłą niedziele, ale się działo...



Może aię komuś wydawać, że strasznie nabałaganiliśmy, a to nieprawda, to był nasz, jakże twórczy, nieład. A oto my, sprawcy całego zamieszania!

Od Franka i jego rodziców dostałem super zestaw zabawek do piasku. Nie mogłem się już doczekać cieplejszych dni i pierszego wyjscia do piaskownicy wiec przeprowadziłem próbę wodną, którą zabawki przeszły na 5+!!!

Świętowania ciąg dalszy



Kilka dni po moich urodzinkach odwiedziła mnie moja mama chrzestna - ciocia Marysia i wujek Krzyś, jej mąż. Fajnie się z nimi bawiło i nawet dałem im się nakarmić bez grymaszenia (jednak nie ma to jak praca zespołowa)...

A na deserek zjadłem chyba tonę winogron, które dla mnie dzielnie obierał tatuś!!!

Nadrabiam zaległości

W koncu mama zgrała zdjęcia od babci i z naszego aparatu wiec mogę Wam pokazać kto jeszcze mnie odwiedził w moje urodzinki... a była to ciocia Marzenka i wujek Maciek!
Jak to dobrze, że akurat w ten weekend musieli odwiedzić Gdynię :-)


Ale to nie koniec moich urodzin... ponieważ mieszkamy w malutkim mieszkanku impreze podzieliliśmy na kilka część. Druga część odbywała się u babci Ewy i dziadka Heńka. Możecie zapytać gdzie ja się podziałem... ano nie chciało mi się pozować do zdjęć bo wolałem buszować pod stołem.

Na drugą imprezę był drugi tort, mniam!!!

niedziela, 2 marca 2008

No to start!





Cześć, mam na imię Franek! Właśnie skończyłem rok i postanowiłem od tej pory co jakiś czas opowiadać Wam co u mnie słychać.




Myślę, że najlepiej będzie zacząć od dnia moich urodzin - tych pierwszych, które właśnie świętowałem (nie będę Was zanudzać opowieścią o całym ubiegyłm roku, chociaż działo się naprawdę wiele!!!).


A oto ja w urodzinki, jak próbuję zdmuchnąć świeczkę. Prawdę mówiąc nie do końca wiedziałem o co chodzi, ale na szczęście pomogła mi mama!





No coż, na tym zdjęciu nie bardzo mnie widzać... No to już dorzucam kolejne... ale fajnie było z góry popatrzeć na rodzinkę, no i uwielbiam klepać tatę po głowie, ale o tym ciiii...


Zgodnie z tradycją mama z babcią Małgosią przygotowały mi do wybrania kilka przedmiotów. Oczywiście nie powiedziały wcześniej o co chodzi więc wybrałem ten, którego wcześniej nie widziałem... na szczęscie w rodzinie nikt nie wierzy w zabobony i nie przejął się moim wyborem, hi hi!!!