
Frankowe przyjęcie odbyło się na działce gdzie dla odmiany od plaży, bawiliśmy się na trawie. (Dziwan ta trawa: cięzko ja chwycić w garść, nabrać łopatką, no i tak dziwnie kłuje.)

Za to na działce jest duuuzo pysznościowych owoców. Degustację zacząłem od malin...

... potem tata zabrał mnie na wiśnie, a mama na poziomki.


... no i miałem wielu kumpli do zabawy...
W koncu nie taka straszna ta trawa i da się na niej wygodnie posiedzieć.