Ponieważ większość jesieni spędziliśmy w domu chorując, tak więc wyjście na spacer wydaje się być wystarczająco atrakcyjnym wydażeniem, by je utrwalić....
Oto nasi spacerowi kompani: Bobikowie (Benio - śpi, cocia Weronka i Franio). Lubkowie wystąpili w składzie: Hania, mama i Franek zasileni przez babcie Gosie (robiącą zdjęcia - bardzo dziekujemy!).

Wspaniałym odkryciem okazały się liście, a szuranie w nich niezłą zabawą... do czasu, aż chłopcy odkryli patyki jako kompanów marszu i grzebania w liściach!

Na koniec spaceru podeszliśmy do basenu jachtowego....

..... oglądać wyciąganie motorówy z wody na zimę. Alez to było ciekawe!!!!!!
A to juz inny spacer - tym razem do lasu. Jak zawsze w przemiłym towarzystwie babci Gosi, która tym razem załapała się do zdjęcia!

Hania wreszcie przesiadła się na dobre do wózka. Fotelikowi podziękowaliśmy, niech mieszka w aucie. W wózku dużo więcej widać i jest wygodniej!