środa, 27 lipca 2011

Wakacje!!!!!!! cz.7

Droga do domu i Stralsund.

Pożegnaliśmy wreszcie naszych kuzynów oraz białe klify Dover i odpłynęliśmy w drogę do domu.
Zatrzymaliśmy się kilka razy (np. żeby się ponaprzytulać).
A nocowaliśmy w Bremie.
Wybraliśmy drogę przez północne Niemcy, żeby odwiedzić (podobno największe w Europie) Oceanarium w Stralsundzie. To jest tylko jakieś 150km na północny zachód od Szczecina - warto się wybrać. Miasteczko śliczne i pełne uroku - bardzo przypomina rodzinne strony (coś jak Puck lub Gdańsk).
A w Oceanarium same cuda!!!



Każdy może zostać foczką.

Ale dopiero gdy doszliśmy do części z akwariami, zaparło nam dech w piersiach i zapierało coraz to od nowa bo co akwarium to bardziej niesamowite. Pierwsze przedstawia dno doku portowego.
Jest też gdzie się zrelaksować.
Kazdy może też zostać nurkiem.

Akwarium tunel - niesamowite.
Największe, kilkupiętrowe akwarium, w którym pływają ławice!
Jest też kącik edukacyjny dla dzieci - tu rafa koralowa do dotykania, kręcenia itp.
A na dachu mieszkają pingwiny.
Cudny porcik!
Tak wygląda fala pod wodą. oraz Coś dla wujków - testujemy możliwości auta.
Wakacje uznajemy za bardzo udane. Dziękujemy wszystkim, którzy się do tego przyczynili!

sobota, 23 lipca 2011

Wakacje!!!!!!! cz.6

Ekipa mocno rozbrajająco-rozrabiająca.
Pewnego popołudnia, gdy rodzice odpoczywali po dniu zwiedzania, dzieci cichutko bawiły się w ogrodzie. A wszyscy rodzice wiedzą, że jak dzieci bawią się cicho to znaczy, że rozrabiają. I ta właśnie cisza zerwała mamy na równe nogi :-)
Dzieci postanowiły zrobić w piaskownicy plażę (czyt. nabierały wody z basenu i wlewały ją do piaskownicy). Skończyło się na katarze, który do tej pory trzyma obie rodziny :-)

Kolejne Frankowe marzenie się spełniło: przejechał się traktorem Tomem, a na przejażdżkę zabrał siostrę.
Franuś bardzo polubił opiekowanie się Sandrą.

piątek, 22 lipca 2011

Wakacje!!!!!!! cz.5

Maldon.
W niedziele ciocia zabrała nas na targ gdzie mamy kupiły nam śliczne ubranka i fajowe zabawki, a później do uroczego miasteczka-portu Maldon.



Lody były pyszne.


W miasteczku odbywał się jakiś festyn, a tam jak to na wiejskim/miasteczkowym fesynie były wozy strażackie, karetki, radiowozy.... i wszystko można było zwiedzić.
Franek i Maks w wozie strażackim "Ale fajna latarka tam wisi".
Hania też się załapała.
Nawet policjanci na koniach przyjechali.
A potem lunął deszcz i musieliśmy uciekać do domu...

Wakacje!!!!!!! cz.4

Wizyta na Marsh Farm.

Ciocia zabrała nas na farmę, na której można nie tylko zobaczyć, ale i dotknąć i nakarmić zwierątka. Dzieci przez zabawę mogą się tu wiele o nich dowiedzieć.
Nasza przygodę zaczęliśmy od karmienia owcy.
Hania ucieszyła się na widok stajni... musiałyśmy ją dwa razy odwiedzić.

Przejechaliśmy sie przyczepą ciągniętą przez traktor. Zwiedziliśmy w ten sposób okliczne pola pełne owiec.
W kolejnej stodole dowiedzieliśmy sie skąd sie bierze mleko. (Na dole posta filmik z dojenia krowy).
Odwiedziliśmy maluteńkiego cielaczka oraz krówki spodziewające się dzieci.
Nie zabrakło też świnek w każdym wieku oraz owiec (filmik na dole posta "Jak tata rozmawiał z owcami")
W ramach przerwy pobawiliśmy sie na placu zabaw....
i na jeszcze większym placu zabaw....
i na zewnętrznym placu zabaw.


Wieczorna kąpiel - nie wszyscy do niej dotrwali po dniu pełnym wrażeń.

Wakacje!!!!!!! cz.3

Jedziemy zwiedzać Londyn.
Pojechaliśmy metrem, które okazało się tak przystosowane do przewozu wózków jak Trójmiejska SKMka. No może z pociągu na peron łatwiej wysiąść, ale tyle co się nanosilismy wózków po schodach tego dnia to chyba jeszcze nogdy w życiu.

Plan był prosty: jedziemy do Museum of Natural History oglądać dinozaury.
Ciocia zabrała chłopców oglądać motyle a nasi rodzice zostali z dziewczynkami. Mama szczęsliwa mogła nakarmić dzidziusa i przypomnieć sobie trochę jak to było jak bylismy malutcy.
Za nami szkielet dinozaura - i to by było na tyle jeśli chodzi o dinozaury tego dnia. Okazało się, że ich ekspozycja "ma wakacje" czyli jest tam remont.
Franuś był tak nastawiony na dinozaury, ze we wszystkim je widział.


Nastepny punkt wycieczki - idziemy pływać statkiem po Tamizie. Przechodziliśmy koło Big Bena i Parlamentu.
Pod London Eye strasznie wiało, co nie wszystkim sie podobało.
Nareszcie podpłynął statek i mogliśmy sie schować.

Nie będziemy porównywać z naszą Białą Flotą :-)
London Bridge i jakis ładny żaglowiec.
Tower of London z Tamizy wygląda bardzo niepozornie.
Dopłynęliśmy do Greenwich - miejsce urodzenia Henryka VIII - ogromny pałac - dużo miejsca do biegania :-)

Na koniec naszej wycieczki przejechaliśmy sie piętrowym autobusem - specjalnie nie życzenie Frausia.
Chłopcy oczywiście na górnym pokładzie, w pierwszym rzędzie.