Maldon.
W niedziele ciocia zabrała nas na targ gdzie mamy kupiły nam śliczne ubranka i fajowe zabawki, a później do uroczego miasteczka-portu Maldon.




Lody były pyszne.


W miasteczku odbywał się jakiś festyn, a tam jak to na wiejskim/miasteczkowym fesynie były wozy strażackie, karetki, radiowozy.... i wszystko można było zwiedzić.
Franek i Maks w wozie strażackim "Ale fajna latarka tam wisi".

Hania też się załapała.

Nawet policjanci na koniach przyjechali.

A potem lunął deszcz i musieliśmy uciekać do domu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz