Na jeden z majówkowych dni pojechałem odwiedzić dziadków na ich wypoczynku na Kaszubach. Pogoda troszkę niedopisała... ale to nic jak ma sie tatę czarodzieja! Tata dmuchał w patyczek, z którego wylatywały śliczne piłeczki. Niestety znikały jak chciałem je złapać - czary....!

Dziadek Janusz wziął mnie na przechadzkę...

... i na przejazdzke starym wozem...

... później sprawdziłem się jako sędzia sportowy...

... i jako foczka (tak na prawdę nie wiem o co chodziło z tą foczką, o której wszyscy mówili, mnie po prostu kłuła trawa w rączki i nózki)

Na koniec dnia relaksik na huśtawce z mamą i babcią Gosią!

Jak ciocia Marta przyśle foty, będę Wam mógł pokazać jak spędziłem pierwszy dzień majówki! :-)
1 komentarz:
eeee, tam oni się nie znają ... , foczki to nie na trawie, na trawie to ewentulanie żółwie, ja wiem bo mam żółwia w domu ;) Fajny styl Franek, muszę też potrenować:)
Prześlij komentarz