Jedziemy zwiedzać Londyn.
Pojechaliśmy metrem, które okazało się tak przystosowane do przewozu wózków jak Trójmiejska SKMka. No może z pociągu na peron łatwiej wysiąść, ale tyle co się nanosilismy wózków po schodach tego dnia to chyba jeszcze nogdy w życiu.


Plan był prosty: jedziemy do Museum of Natural History oglądać dinozaury.

Ciocia zabrała chłopców oglądać motyle a nasi rodzice zostali z dziewczynkami. Mama szczęsliwa mogła nakarmić dzidziusa i przypomnieć sobie trochę jak to było jak bylismy malutcy.

Za nami szkielet dinozaura - i to by było na tyle jeśli chodzi o dinozaury tego dnia. Okazało się, że ich ekspozycja "ma wakacje" czyli jest tam remont.

Franuś był tak nastawiony na dinozaury, ze we wszystkim je widział.


Nastepny punkt wycieczki - idziemy pływać statkiem po Tamizie. Przechodziliśmy koło Big Bena i Parlamentu.

Pod London Eye strasznie wiało, co nie wszystkim sie podobało.

Nareszcie podpłynął statek i mogliśmy sie schować.

Nie będziemy porównywać z naszą Białą Flotą :-)

London Bridge i jakis ładny żaglowiec.

Tower of London z Tamizy wygląda bardzo niepozornie.

Dopłynęliśmy do Greenwich - miejsce urodzenia Henryka VIII - ogromny pałac - dużo miejsca do biegania :-)

Na koniec naszej wycieczki przejechaliśmy sie piętrowym autobusem - specjalnie nie życzenie Frausia.

Chłopcy oczywiście na górnym pokładzie, w pierwszym rzędzie.

2 komentarze:
Jaaacieee jechaliście najprawdziwszym z prawdziwych Anatolów piętrowych!
Skoro tak mowisz... ;-)
Prześlij komentarz